Turniej 2026 - Post Mortem

I oto dobiegł końca kolejny wakacyjny turniej naszej społeczności. Jest to pierwszy turniej w którym w końcu możemy się poszczycić zarówno 100% frekwencją (nikt nie poddał żadnego meczu) jak i nowym zwicięzcą turnieju od czasów gdy ich forma z dwumiesięcznych potyczek zamieniła się w dwudniowe intensywne wydarzenie pełne emocji. Podczas tego turnieju odbyło się 36 potyczek 1 vs 1. Jest to więcej niż na jakimkolwiek wcześniejszym turnieju (choć na poprzednich liczba meczy również nie rzadko zbliżała się do trzydziestu).

Niżej załączona tabela zawiera rozpisane wszystkie potyczki jakie się odbyły oraz wszystkie nagrody jakie zostały zasponsorowane w tym roku. Można ją zobaczyć w lepszej rozdzielczości tutaj.


Jeżeli chodzi o nagrania na YouTube z turnieju, to powinny się one pojawić na naszym kanale do końca września. Gdy to nastąpi w komentarzu pod tym postem dam link do playlisty ze wszystkimi nagraniami. Dyplomy za turniej uczestnicy powinni otrzymać dzisiaj wieczorem w wiadomości prywatnej ode mnie.

Ze strony organizacyjnej chciałbym w tym roku szczególnie podziękować Andrzejowi, który współorganizował ze mną turniej. Bardzo mi on pomógł z wieloma aspektami. Bez niego tegoroczny turniej nie wyszedł by on tak dobrze jak wyszedł, w szczególności dla obcokrajowców którym zapewnił możliwość oglądania gier na żywo z wysokiej jakości komentarzem po angielsku.

Warto również zaznaczyć, że był to pierwszy turniej w którym gracze nie wykorzystywali tzw. bugu ze szkołą. Tutaj szczególne podziękowania należą się dla użytkownika Basssiiie, który dał radę bug ten naprawić, przez co gracze mogli budować w normalny sposób szkoły, jednak nie byli mimo tego w stanie wykorzystywać błędów związanych z tym budynkiem.

Ponadto chciałbym również podziękować wszystkim pozostałym osobom które przyczyniły się do postaci i jakości tego wydarzenia:
Uczestnikom, są to: Ares, bjarni, Joz, matrix25, Michben7, Myśliw, Portunio, Snoopyhr, Space, Rumu, rvdeon
oraz sponsorom, są to: Andrzej, Dzejk, Joz, k_HS, Lila_lou, Leo Surrell, Mikulus, Snoopyhr, StachuMMV, Szwinka

- Mikulus

Komentarze

#1 | Ares dnia August 25 2026 17:57:40
Tradycji musi stać się zadość, więc zaczynam swoje podsumowanie turniejowych doświadczeń. Ten na swój sposób był wyjątkowy – pierwszy raz mieliśmy do czynienia z rozgrywką bez zbugowanej szkoły oraz nowym formatem turnieju. Rozsądnym byłoby się do tego przygotować, jednak ani czasu, ani chęci do tego nie było. Poszedłem na żywioł. Jedna duża tabela, dużo pojedynków i czterej najlepsi przechodzą do fazy półfinałowej. Losowanie nie miało więc większego znaczenia, byłem stuprocentowo pewny przejścia do dalszej fazy turnieju, nawet przy jednorazowym potknięciu bądź porażce w pojedynku z topowym graczem. Przekonany byłem na tamtym etapie, że wszystko rozstrzygnie się w finale bądź półfinale (w zależności od losowania) z jozenkowem. Wiedziałem, że reszta graczy nie powinna mi zagrozić. Niestety na turnieju nie było Barina i Emila – chyba jedynie ich obawiałbym się na równi z jozem, a części graczy jeszcze wtedy nie znałem...

Los zadecydował, moje pojedynki to: rumu, myśliw, portunio, snoopyhr, bjarni i matrix25. Wszystkich znam, wszyscy do ogrania. Bez zbędnych namysłów łączę się z rumu na Radminie i wbijamy do giery. Mapa Król Przełęczy, niby moja, ale nawet nie wiem, ilu ludzi jest tam na start. Pamiętam jedynie, że jest tam mało miejsca. W tych pierwszych pojedynkach wiedziałem, że wygram, grając standard. Co prawda bez szkoły, ale podstawy zostają podobne. Wszyscy cywile na budowniczych → farma → domki → garncarz, a w międzyczasie drogowskazy i przejęcie bydła. Asystent na 20 cywili i lecimy tak samo jak od jakichś 15 lat.

Każda kolejna rozgrywka uczyła mnie czegoś nowego. Już w drugiej grze wyłapałem, że doświadczonego zbieracza kamienia lepiej awansować od razu na zbieracza żelaza, żeby ten jak najszybciej łapał expa. Bez zbugowanej szkoły droga do płytówek/kolczug jest długa, więc im szybciej ją odblokuje, tym więcej po czasie pokoju będę miał uzbrojenia. W takim układzie kamieniarzem zostawał cywil ze szkoły, bo kamienny blok i tak dopiero potrzebny był przy fermie bydła. Ta również okazała się kluczowa. Zanim dojdziemy do piekarni, myśliwy zdąży pięć razy odblokować fermę. Każdy ogarnięty gracz opierał więc na niej swój early game. Szybko okazało się jednak, że nie jest ona w stanie wykarmić dużej populacji. Ze dwa razy w początkowej fazie złapała moją wioskę głodówka, ale na szczęście zawsze udawało się ją opanować w porę. Każdy mecz rozgrywany był też na innej mapie, więc nie dało się nauczyć konkretnego planu rozbudowy, a za każdym razem trzeba było go na bieżąco dostosowywać.

Pojedynki ligowe poszły po mojej myśli. Na początek wspomniany rumu. Po godzinie gry pośród górskich terenów mapy wybrzmiewa echo wojennych okrzyków. Gdy zegar w grze wskazuje godzinę, automatycznie adrenalina wzrasta, dłonie zaczynają się pocić, a wzrok wyostrza się jak u jastrzębia na polowaniu. Dla nas to jak bokserski gong. To, co było wcześniej – rozbudowa osady, szkolenia cywili czy plany rozbudowy – przestaje mieć znaczenie. To była tylko rozgrzewka. To po godzinie rozpoczynamy prawdziwą walkę. To wtedy wszystkie zasady znikają, a rozpoczynamy kradzieże bydła, mordy na ludności cywilnej, ataki na jedyne budynki produkujące żywność, aby zagłodzić przerażonych mieszkańców przeciwnika w kwaterze.

Kiedyś przeczytałem taki cytat: „Informacja to jeden z najdroższych towarów na świecie, a jej nadmiar lub niedobór potrafi całkowicie zmienić naszą perspektywę” – to było moje motto turniejowe przez cały turniej (tak naprawdę to nie, wyszukałem to, żeby pasowało do narracji). Czym jest ta informacja? Wiedza o tym, co ma przeciwny gracz oraz co planuje. Dążyłem do tego w taki sposób, że zawsze w godzinie miałem około 5–10 wojowników gotowych do przechwycenia przeciwnego zwiadowcy. A sam kitrałem już w 00:58 pośrodku mapy hyzia albo dyzia, uposażonego w świeżutkie ciżemki, gotowego na spacerek po wiosce przeciwnika i na podjebanie bydła.

Pierwszy mecz nie był wyjątkiem. Zwiadowca rumu przechwycony, mój wypełnił swoją misję. To często był moment, w którym wiedziałem, że zwycięstwo jest moje. U mnie domki 5 i produkcja na pełnej parze, a u przeciwnika nieraz jeszcze domki ze słomy i produkcja drewnianych włóczni.

Schemat działania pozostał wtedy ten sam. Na spokojnie tworzyłem silnie uzbrojoną armię, tak aby na raz, gdzieś w okolicy 01:30, podbić wioskę i zakończyć pojedynek. 01:51 pokonany zostaje rumu, 01:10 portunio, 01:02 snoopy (poddał się), 01:25 matrix. Chwilę dłużej musiałem się pomęczyć z myśliwem i bjarnim.

Ten pierwszy pozytywnie mnie zaskoczył. Jest 01:01, mój hyzio zachodzi do myśliwowej osady, a tam domki 5, uzbrojeni po zęby żołdacy w złotych, połyskujących płytowych zbrojach i stawiana świątynia, której nawet nie byłem blisko. Spojrzałem na swoją armię – mam ich więcej, myślę, idę zaatakować od razu. Jakie było moje zdziwienie, jak aresowska armia została zdziesiątkowana pod koszarami i zostałem bez niczego, a myśliw miał z 30 chłopa.

Ale właśnie tutaj potwierdza się moja teza o informacji. Nie miał mnie odkrytego i pewnie myślał, że w bazie mam drugie tyle, co przyszło xD. Mogłem to przejebać, ale nokautu nie dostałem. Szybki łyk wody i naprawa tego, co zostało popsute. W asystencie szybkie 15 kobiet (widziałem, że Myśliw nie jest skłonny atakować) i wzmacniamy produkcję. Miałem przewagę w produkcji, czas grał na moją korzyść. Odbudowałem się, trochę go poskubałem małymi atakami, aż w końcu zalałem masą gołodupców.

Z bjarnim było podobnie. Może nie jest najmocniejszy, ale to stary wyga i niejeden mecz w Culturesie wygrał. On jest jak typowy obrońca w B klasie – opaska na kolanie, stare czarne adidasy, lata świetności ma już za sobą, ale wie, jak i gdzie się ustawić, a jak trzeba, to sprzeda ci łokcia tak, żeby sędzia nie widział.

Graliśmy na Diamentowej Dolinie... Mija godzina, wchodzę do jego wiochy, a tam domki 5, kupa żołnierzy, ale zauważyłem jeden szkopuł. Skórzane zbroje. Hah, to nie podstawka, bracie. Gramy na modzie i tutaj żelazne zbroje to must have. Tutaj była moja przewaga. Analogicznie jak w pojedynku z myśliwem musiałem się pomęczyć paroma atakami, wzmocnieniem produkcji, aż skończyło się na moim.

Niezawodny pozostał również atak na wioskę, którego gracze często nie spodziewają się na Diamentowej Dolinie. Po co zajmować środek i tracić ludzi, jak można opóźnić przeciwnika, a środek zająć w czasie, gdy Bjarni musi odbudowywać produkcję?

Tak zleciała faza ligowa. Reszta wyników była do przewidzenia. Na czele tabeli Ares i Joz, komplet punktów – 18. Myślę sobie wtedy: „Hugo, spadniesz z tego helikopterka w finale, wierzę w to”. Ku mojemu zaskoczeniu wysoko są również Radeon i Space. Do tej pory nie wiedziałem, kto to. Oglądałem ich streamowany pojedynek, notabene bardzo dobry, i se myślę: „No kurde, dobrzy są”.

Liczyłem na Space'a z jego bardzo niekonwencjonalną taktyką na chów klatkowy i 150 tysięcy kobiet, ale jednak uzbrojenie jest zbyt ważne w Culturesie i Radeon w zbrojach płytowych okazał się nie do podbicia. Półfinały rozstawione – Joz vs Radeon, Ares vs Snoopyhr.

Na tamtym etapie wyglądało na to, że wszystko zmierza ku nieuniknionemu i spodziewanemu. Swojego półfinału byłem pewny. Już w fazie grupowej raz Snoopy się poddał, a i teraz chciał się poddać, bo był zmęczony. Po godzinie nasz mecz został zakończony... Najpierw jednak odbywał się ten pierwszy...

Usiedliśmy wszyscy zatem do oglądania. Na komentatorce przystojni dżentelmeni przywitali widzów i rozpoczęli ten piękny spektakl. Myślę, że gdyby wtedy na starcie zapytać forum, kto wygra, to nikt nie wskazałby Radeona...

Muzyka gra, słychać stukot młotków i szum wody, rozbudowa idzie w najlepsze. Idą łeb w łeb. Obserwuję to wszystko w ciszy w pokoju, sam, ze swoimi myślami. Joz wiem, jak gra, ale patrzę na nowego i myślę wtedy: „No kurde, dobry jest, wie, o co chodzi”.

Zawsze w takich sytuacjach doszukuję się powtarzalności. Co zauważyłem? Szybki zielarz i zawsze płytówki + miecze. Tu doszukuję się mojej szansy. Jako jeden z niewielu graczy idzie również w amulety i poty.

Mecz trwa dalej. Szczerze? Jest zajebisty. Idą łeb w łeb, widzę, że Joz już się gubi, chyba wiedział, co się dzieje. Jedna, druga zła decyzja, Radeon wychodzi na prowadzenie. To tak, jakby w Formule Joz prowadził pół wyścigu, ale jeden, drugi zły zakręt i już nie jest w stanie dogonić przeciwnika, bo ten od tego momentu każdy pokonuje idealnie.

Czat jest w euforii, Dzejk ma bekę z Joza, król krwawi i król upada. Trzykrotny mistrz odkłada koronę.

Byłem w szoku, stan gaci – pełne. Ale po refleksji stwierdziłem, że to moja szansa. Z Jozem zagrałem chyba więcej gier niż z kimkolwiek innym. Wiem, jak on gra, i on wie, jak gram. Wie, że jestem rushującą mendą. A Radeon to nowa karta...

We wspomnieniach tych pozwolę sobie wymazać problemy techniczne, na które żaden z nas nie miał wpływu i które na pewno utrudniły czerpanie radości z tego finału. ROZPOCZYNAMY. Ehh, znam ten widok. Turkusowi cywile, piękna zielona trawa, jeziorko na dole i skrzynka na plaży. Diamentowa Dolina – czuję się tam jak w domu, tak wybrał lud. Rozbudowa idzie mi bezbłędnie, standardowy zestaw: rybacy, myśliwy, farma, domki, garncarz. Każdy wie, o co chodzi. Czułem, że idzie dobrze. Dostosowuję swoją taktykę pod to, co obserwowałem – kolczugi + żelazne włócznie. Najebałem z 50 włóczników.

Idzie zwiad. Muszę iść naokoło, na środku jest przecież Ali Baba. Nie wiedziałem, czego się tam spodziewać, obawiałem się najgorszego. Może zmienił taktykę, może ma full kolczugi, a ja narobiłem włóczni? Może już ma 100 chłopa z potami? Aż tak źle nie było, ale i tak to, co zobaczyłem, zaniepokoiło mnie. Strzelisty dach mennicy pięknie prezentował się na wskroś wioski Radeona, druid bez przerwy ważył jakieś eliksiry, a huki kowalskich młotów rozbrzmiewały pomiędzy domami 5.

Miałem przejebane. Moi kowale coś się opierdalali, połowa mojego wojska biegała w tunikach, zielarza to nawet nie miałem postawionego, a tam już żołnierze brali pierwsze potki. Na swoim ramieniu czułem rękę przodków CulturesNation. Co prawda Radeon to Polak, ale przecież świeżak nie może zostać naszym mistrzem. Pokonał naszego mistrza, więc muszę utrzymać nasz honor. Szybka kalkulacja w głowie. Niby mam 5 kobiet więcej, ale to nie robi aż takiej różnicy. Mam problem z uzbrojeniem, a tam u każdego żołnierza lśni świeżutka płytówka. Robić więcej kobiet? Niby spoko, ale czym ich uzbroję? Liczę na oko żołnierzy – no kurde, niby mam więcej.

Wiedziałem, że jedyne, co jest moją przewagą, to doświadczenie, i tu szukałem swoich przewag. Nie muszę przecież wspominać, że hyzio już zajebał bydło Uśmiecha się Mam odkrytą prawą stronę jego wioski, nie ma żadnych wież – Joz by je zbudował, wiedziałby, czego się spodziewać. Idę zatem na rzeź...

Wyszło zajebiście. Multitasking mi wychodził, jednocześnie rozwijałem wioskę, utrzymywałem atak na Radeona i szedłem podbić środek. Atak się udał: zniszczone wojsko, browar, piekarnia, mennica i jakiś domek. Teraz był w tyle. Myślałem, że już to mam, aleś głupi był. Z bazy wysłałem drugi atak, tym razem na środek, standardowa taktyka. Jakie było moje zdziwienie, gdy wszyscy mi na środku padli xD. Jednocześnie Radeon finalnie się wybronił i odparł mój atak. Wróciliśmy do punktu wyjścia. Byłem do przodu jedynie gospodarczo, przeciwnik musiał przecież się rozbudować. Asystent palił się u obu z nas, odbudował swoją armię szybciej, niż myślałem. Idę zająć środek. Na tym etapie idziemy w miarę na równo, widzę, że szykuje się do odbijania...

Pamiętacie, co pisałem o bjarnim? Czasami trzeba szczęściu pomóc i taki łokieć zapodać oponentowi. Zakazuję swojemu wojsku regeneracji, stawiam na plecach świątynię tak, żeby nie dostała żadnego hita i utrzymywała moje wojsko przy życiu. Bogowie, walka! Tutaj pojawiają się te łokcie. Widziałem bulwersacje na czacie, ale sorry, nie jest to zakazane. Wstawiałem place budowy na żołnierzy Radeona. W momencie, gdy ci musieli się przesunąć, moje wojska posyłały salwę strzał w ich kierunku. Szczegóły miały znaczenie. Świątynia uszkodzona choć w 1% przestaje już dawać efekt heala. Miałem swojego człowieka do zadań specjalnych. Pod przyciskiem 9 był na pozór zwykły żołnierz – Sigwulf. Łucznik, który w gąszczu walki miał jedno zadanie: posłać tę jedną strzałę na świątynię przeciwnika. Trzymał się z tyłu, ale odgrywał kluczową rolę w biegu wydarzeń. Reszta finału to raczej już oczekiwanie na diamenty. Wygrałem 10:0, ale łatwo nie było. Zajęty środek to ciągły dostęp do uzbrojenia, ciężko już go odbić w 1vs1. Wygrałem.

Na pewno bardziej epicki był ten drugi półfinał, ale mogę się poszczycić, że zmieniliśmy mistrza pierwszy raz od 3 lat. Żałuję trochę, że wygrałem bez pokonania największego nemesis – wyręczył mnie z tego Radeon. Dziękuję wszystkim uczestnikom, organizatorom, komentatorom i widzom. To, co robimy, to zajebista inicjatywa i mam nadzieję, że będziemy to powtarzać corocznie, jak do tej pory. Liczę, że za rok zbierzemy się w większej ekipie i pretendentów o koronę będzie więcej. Nieobliczalny Emil, zawsze solidny Barin, świetnie przygotowany Radeon i Joz, który za rok pewnie zaszyje się na miesiąc i będzie studiował tabelki CNModa i najlepszy build order. Może wróci mój kat Krarilotus?

Jedno wiem na pewno – postaram się tego tytułu nie oddać i mam nadzieję, że widzimy się za rok.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?